Nie chce się wyjeżdżać z Nepalu

Nepal. Kathmandu. Lotnisko.Zazwyczaj nikomu nie chce się wracać z wakacji. Nam w tym roku nie chciało się jakoś szczególnie. Nie wiem czy to zauroczenie nepalskim klimatem czy też wizja powrotu do, wydawałoby się, niefajnej rzeczywistości. Jeszcze kilka godzin przed wylotem rzucałyśmy propozycjami w stylu: „Nie jedziemy! Zostajemy! A co!” Rozstanie z Nepalem było sentymentalne i bolesne.

Urodziny w Kathmandu

Też bym chciała, ale to nie moje urodziny. Celowo tak dobierałyśmy datę wylotu, żeby spędzić urodziny koleżanki Wiol w Kathmandu. Wypadały w ostatni wieczór naszego pobytu. Wcześniej poczyniłyśmy ostatnie zakupy na Thamelu. Większość dnia zajęło nam pakowanie plecaków. Wcisnąć całe łóżko ciuchów i innych rzeczy do 60. litrów jest ogromną sztuką. I żeby to wszystko nie przekroczyło 23 kilogramów. Rok temu w Chinach przekroczyło i musiałam wypakować stertę gazet w ramach odciążenia. Dlatego teraz latałyśmy w ręczną wagą i co rusz ważyłyśmy tobołki. 22 kg. Świetny wynik! Plus nasze kolorowe krzesełka. Hm, pozwolą nam je zebrać czy nie pozwolą.

Z okazji urodzin poszłyśmy do OR2K na jedzenie. Sympatyczne miejsce, całkiem dobry falafel, ceny bardziej europejskie. Potem chciałyśmy wznieść symboliczny  toast w jakimś pubie. Środek tygodnia, po sezonie. Gdzie tu pójść? Troszkę się włócząc bez celu usłyszałyśmy dźwięki muzyki live i trafiłyśmy do knajpki o bardzo mi odpowiadającej nazwie Lhasa. Chłopak nieźle grał. Nawet publicznie złożył Wiol życzenia. Trochę osób się włączyło. Miło i wesoło. Rzekłabym niesamowicie. Po należytym uczczeniu dnia oraz całej wyprawy piwkiem i sziszą, udałyśmy się pustymi uliczkami Thamelu do hotelu na ostatni nocleg. Ostatni, eehhh.

Ostatni dzień wyprawy

Ostatnie śniadanie w Mitho. Ostatni omlet. Ostatnia pyszna kawa. Ostatnie mango lassi. Ostatnie włóczenie się po Thamelu. Najostatniejsze zakupy. Ostatni palak paneer. Ostatni cheese naan. Ostatni papadum. Ostatnie narzekanie, że nie chcę wyjeżdżać. Ostatnia rupia. Ostatnia przejażdżka mikroskopijną, nepalską taksówką. Ostatni duszący smog. Ostatni zgiełk ulic. Ostatnia krowa na ulicy. Ja się pytam, jak tu nie tęsknić?!

Wylot miałyśmy wieczorem, więc mogłyśmy spokojnie sobie „poostatniować”. Odpowiednio wcześnie udałyśmy się na lotnisko. Tak na wszelki wypadek. Otrzymałyśmy śmieszne, jakby starszej daty karty pokładowe. Następnie bajera przy nadawaniu bagażu, bo przecież nasze krzesełka. Pan, że polecą z bagażem głównym. My, że jak to, zniszczą się. Pan, że proszę się nie martwić. My, aha, akurat! I wszyscy w śmiech. Więc dolecą czy nie dolecą, o to jest pytanie.

Papa Nepal.

Nepal. Kathmandu. Swayambhunath Stupa. Pudełkowa zabudowa.

Ps. Krzesełka doleciały w perfekcyjnym stanie. Wieczne zaskoczenie 🙂

Więcej zdjęć w galerii https://myfeelingoftheworld.wordpress.com/galeria/nepal-2011/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s