Pokhara Paradise

Nepal. Pokhara. Przystań przy Pałacu Królewskim.Kiedy wysiada się na dworcu autobusowym, przybysza wita wielki billboard „Paradise Pokhara”. Przybysza wita również tłum taksówkarzy i naganiaczy elegancko ubranych w białe koszule. Dziękujemy, mamy gdzie spać i pójdziemy piechotą.

Pokhara jest małym rajem, zwłaszcza Lakeside. Została odkryta przez hippisów w latach 70-tych. Położona nad wodami jeziora Phewa Tal, z migoczącymi (nie w czasie monsunu) górskimi szczytami i rozwiniętą bazą turystyczną dzielnica stanowi główny punkt wypadowy dla wszelkich trekkingów oraz atrakcji outdoorowych. Stąd rusza się na wielodniowy trekking Annapurna Circuit (przewodnicy dobiorą ilość dni wędrówki wedle potrzeb klienta). Z pobliskiej góry Sarangkot startują paralotnie, a widoki podobno należą do najlepszych na świecie. Wzdłuż ulic ciągnącego się przez kilka kilometrów Lakeside usadowiły się hotele i hoteliki, knajpki, restauracje, german bakery, sklepy ze sprzętem górskim, sklepy z pamiątkami, pralnie, biura turystyczne itd. Widoczne są ekologiczne inicjatywy. W sezonie miasto jest wypchane obcokrajowcami, którzy wyruszają bądź właśnie wrócili z treku. W lipcu pusto. Pojedyncze osoby kręcą się leniwie, w tym i my.

Będzie padać dzisiaj czy nie?

Ponad dziesięć dni spędzonych w Pokharze zaczynało się porannym pytaniem: czy pada lub czy będzie padać? W rzeczywistości nie było najgorzej z tym monsunem. Przez większość czasu jednak świeciło słońce i ewentualnie przelotnie lało. Zdarzyły się może ze dwa naprawdę deszczowe dni. Letnia aura, sezon ogórkowy oraz zmęczenie potrekkingowe spowodowały, iż zanurzyłyśmy się w pełni w panującą atmosferę chill outu. Niespiesznie wstawałam sobie z łóżka by na tarasie, przy banana pancake oraz kawie, podłubać przy blogu i dzienniku. Jak już się zebrałyśmy to „zaskakiwało” nas południe, więc należało spożyć drugie śniadanie. Najczęściej zachodziłyśmy do niezadowolonego pana na bułkę słodką. Potem włóczyłyśmy się po okolicy. Zaprzyjaźniłyśmy się z Tybetankami sprzedającymi tybetańską biżuterię, z panią ze sklepu z fajowymi torebkami i z panią ze sklepu z fajowymi ciuchami z pokrzywy. Potrafiłyśmy godzinami u nich przesiadywać. Zwłaszcza u tej ostatniej. Pani załatwiła nam nepalskie, kolorowe krzesełka, tańsze żarcie a nawet malowanie henną. Wieczorami zachodziłyśmy na obiadokolację, ale nie zawsze. Ceny w Pokharze nie należą do najniższych, więc czasami brałyśmy tylko mango lassi. A i tak sto razy lepiej smakował dal bath w naszym hotelu. Rewelacja. Mistrzostwo świata.

Nepal 2011. Pokhara. Narodowa potrawa nepalska dal bath.

W przypływach większej mobilizacji wybierałyśmy się żeby pozwiedzać. Pierwsze zwiedzanie miałam kiedy musiałam naprawić ładowarki do aparatu i do netbooka. Pan z hotelu zadeklarował swoją pomoc w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Everything is possible in Nepal. W jednym z dwóch udało się naprawić tę do kompa. Pan łomem rozpołowił, pogrzebał w środku, skleił super glue, przydeptał i działa. Ładowarka do aparatu pozostała nieczynna ze względu na brak odpowiedniego bezpiecznika. Na szczęście istnieją uniwersalne ładowarki made ich china. Upiekło mi się. Polecam, jadąc do Nepalu, wziąć pod uwagę niestabilne napięcie w gniazdkach oraz częste przerwy w dostawach prądu. Nawet kilkakrotne w ciągu dnia.

Nepal – kraj, w którym piwo kosztuje tyle co nocleg

Busy Bee. Całkiem sporych rozmiarów knajpa wciśnięta pomiędzy zabudowania w centralnej części Lakeside. Na ścianach poszarzałe zdjęcia Lennona, Marleya, Hendrixa. Na suficie, przy niewielkiej scenie oczy Buddy i powiewające flagi modlitewne. Trochę stolików i trochę starych puf do bardziej przyziemnej nasiadówki. Na scenie grupa młodych, nepalskich rockmanów (sic!) gra covery. Za barem kobieta w hinduskim stroju podaje drinki i kiwa głową w rytm muzyki. Podoba mi się. Zostajemy. Turystów, jak w całej Pokharze, niewielu. Za pierwszym razem skromnie. Najpierw kolka. Potem jednak piwko. Tylko, że piwko Everest 650 ml kosztuje 295 rupii, czyli więcej niż płacę za nocleg w hotelu! Mój backpackerski budżet mówi, że przeprasza, ale on imprez nie będzie sponsorował. Większego farta miałyśmy podczas drugiej wizyty w Busy Bee. Kanadyjczyk Michael miał gest i całej knajpie postawił piwo. Wieczór się szybko rozkręcił. Było wesoło. Ale też muza szybko przestała grać. O 23.00 przychodzą policjanci i sprawdzają czy jest cisza. Trochę później lokalsi muszą się zmywać. Turyści i ich nepalscy znajomi mogą zostać. Taka nie fair polityka. W Busy Bee spędziłyśmy również ostatni wieczór w Pokharze, celebrując piwko i pyszną pizzę z serem jaka. Nie do pomyślenia, że najlepszą pizzę w życiu jadłam w Nepalu. Fajnie było.

Nepal. Pokhara. Standardy rockowe na żywo.

Lakeside trip

Przewodnik Lonely Planet pisze, że nasza dzielnica oferuje kilka rzeczy do zobaczenia. Zaczynamy od spaceru do hinduistycznej świątyni znajdującej się w jakby parku (Basunbara Park). Nic specjalnego. Po drodze natykamy się na tradycyjny orszak weselny. Grają tak, że w całym mieście słychać. Innym razem łódka zabiera nas na wysepkę do najbardziej znanej hinduistycznej świątyni w Pokharze. Varahi Mandir. Miejscowi chyba lubią tu bywać. Ruch jest całkiem spory. Gołębie również lubi tu bywać, bo syf niesamowity. Nepalczycy obchodzą niedużą XVIII-wieczną świątynię trzykrotnie i wykonują rytuały religijne. Przesiadującemu sadhu wrzucają pieniądze, rozmawiają. Generalnie miło spędzają wolny dzień. Ciekawie, aczkolwiek bez fascynacji.

Jeszcze innym razem przeszłyśmy się do Międzynarodowego Muzeum Gór, na które się trochę napaliłam. Powtarzamy trasę do wodospadów, z tą różnicą, iż za tamą skręcamy w lewo. Później w prawo, trochę w dół, trochę pobłądziłyśmy, skręciłyśmy w prawo i na końcu miasta znalazłyśmy właściwy budynek. Obcokrajowcy bulą za wjazd 300 rupii. Haracz. Muzeum Gór w Nepalu, himalajskim kraju to musi być coś. Rozczarowałam się. Poziom wystawy i tak lepszy od wielu wątpliwych nepalskich atrakcji, ale pozostawia ogromny niedosyt. Fajnie, że dowiadujemy się wiele na temat ludów nepalskich i ich historii. Znajdziemy coś o historii himalaizmu i Himalajach. Natomiast ekspozycja nie wyczerpuje tematu. Nie dostrzegłam żadnej informacji o Polakach. Taka to właśnie różnica pomiędzy zachodnim a nepalskim podejściem do gór.

Nepal. Pokhara. Muzeum Gór. Pogilgać Yeti'ego.

Stara Pokhara

Normalnie życie toczy się w starej części miasta. Wsiadamy do jakiegoś autobusu i wysiadamy w centrum. Nie wiemy, w którą stronę podążać, więc idziemy przed siebie. Zakupowo-bazarowe zamieszanie, dużo ludzi i dużo pojazdów. Nawet piłkę do siatkówki widziałam. Odbijamy gdzieś w prawo i przypadkiem natrafiamy na ulicę z tradycyjnymi, newarskimi domami. Zostało ich niewiele. Wędrujemy sobie swobodnie, niekiedy wzbudzając zainteresowanie wśród lokalsów. Dzieci pokrzykują do nas: „Hello!” Na ulicy mieści się masa warsztacików. Jakby czas się zatrzymał. Brniemy w głąb. Mijamy hinduistyczne świątynie z przewodnika. Na końcu docieramy do celu, świątyni Bindhya Basini. Położona na wzgórzu, dosyć spora i nawet ładnie tu. Przyłącza się do nas Nepalka Goma. Chce nas oprowadzić. My nie chcemy. Ostatecznie poszłyśmy na jakiś kompromis. Goma nam trochę opowiedziała o sobie i zaprosiła do siebie na herbatę. Nie do końca odczytujemy jej intencję, jednak zawsze to jakiś kontakt z miejscowymi.

Nepal. Pokhara. Sól i barwniki hinduskie również dostępne.

Trudno opisać w kilku słowach cały pobyt w Pokharze. Austiak Klemens, poznany w Lumbini i ponownie napotkany na Lakeside, mówi, że wyjeżdża, bo tu nie ma co robić. Mi akurat podpasował monsunowy sezon ogórkowy. Z ciężkim sercem kupowałyśmy bilet do Kathmandu i żegnałyśmy się z kilkoma poznanymi osobami. Mam nadzieję, że kiedyś tu wrócę na trekking w bardziej „przejrzystej” porze roku.

Nepal. Pokhara. Chodnik gdzieś po prawej stronie.

Więcej zdjęć w galerii https://myfeelingoftheworld.wordpress.com/galeria/nepal-2011/nepal-2011-pokhara/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s