Nepal, to jest to!

Przylot do KTM

Samolot etihadzkich linii lotniczych wylądował w Kathmandu po południu 22 czerwca. Wystarczyło mi jedno spojrzenie przez okienko żeby wiedzieć, że TO JEST TO! Towarzyszyły mi dwa uczucia: radość i ekscytacja. Czekałam na taki moment dwa lata, od powrotu z niezapomnianych Indii. Jakbym wróciła do domu. Wyjście na płytę, powiedzmy, lekko zapuszczonego lotniska sprawiło, że od razu poczułam się w klimacie. Górzysta okolica i niebo pokryte monsunowymi chmurami. Budynek portu lotniczego fantastyczny, z niedziałającą bramką przy kontroli bagażu, niespieszną obsługą, rozlatującymi się sprzętami. A my narzekamy na swoje, polskie… Niepotrzebnie. Na miejscu kupiłyśmy miesięczną wizę za 40 dolarów. Czeka nas wizyta w biurze imigracyjnym i jej przedłużenie. Bez pośpiechu odbieramy plecaki, które na nas czekały. Zazwyczaj to my czekamy na nie. Pora otworzyć przewodnik i ustalić plan działania. Obieramy kierunek noclegowy na Thamelu. Jeszcze taksówka. Wyjście z budynku lotniska w paszczę lwa. Taksówkarze i agenci z biur turystycznych raptownie rzucają się na Ciebie. Jeden mówi, że zawiezie nas za jednego dolara. Ale oczywiście do swojego hotelu, haha. Cierpliwie przebieramy w ofertach i ostatecznie pakujemy się do tyci busa, który za 300 rupii dotransportuje nas do wybranego guest house’u.

Wokół panuje totalny chaos. Takie jest pierwsze wrażenie przylatującego. Ekwilibrystyka na jezdni, spalinowy zaduch, ludzie i ich sklepiki, warsztaty, handlarze popychający wózki, krowy, bawoły, psy i nadciągająca ulewa. Nie wiadomo gdzie zatrzymać wzrok. W tyci busiku pan podtrzymuje z rozmowę. Where are you from? First time in Nepal? Bla, bla, bla. Ostatecznie i tak wybrałyśmy Hotel Nepalaya obsługiwany przez jego biuro. Jest ok. W miarę czysto, 10 dolców za dwójkę z łazienką (i o dziwo papierem toaletowym), restauracja na dachu, teoretyczny dostęp do wi-fi. Szybka kąpiel i krótki wypad po wodę mineralną. Drinking water. To się okaże. Nic, bierzemy. Potem jeszcze tylko kolacja na roof topie hotelu. Wytęsknione bierzemy egg chowmeina, czyli smażony makaron z jajkiem i warzywami. O jak dobrze. Witamy w Nepalu.

Thamel

Turystyczna dzielnica Kathmandu. Zakątek przeznaczony w zasadzie tylko i wyłącznie dla przyjezdnych. Wąskie, tłoczne uliczki usiane sklepikami, restauracjami, hotelami i guest house’ami. Wiele osób nie przepada za tym zamieszaniem. Mi się podoba. Ma swój urok. Jeśli będę potrzebować ciszy i spokoju zawsze mogę się przenieść gdzie indziej. Na razie nie posiadam się z radości, że znowu „tu” jestem. Jest chowmein, jest mango lassi, jest trochę kurzu i brudu. Jest fajnie. Planujemy zostać w Kathmandu kilka dni i na dłuższy pobyt wrócić przed samym wylotem.

NEPAL

N – Never

E – Ending

P – Peace

A – And

L – Love

Zapraszam do galerii zdjęć https://myfeelingoftheworld.wordpress.com/galeria/nepal-2011/

5 responses to “Nepal, to jest to!

  1. Naprawdę zazdroszczę. Wyprawa niesamowicie egzotyczna. Tylko nie wiem czy dobrze zrozumiałam: nocleg w hotelu za dwie osoby wynosi 10$??? To u nas zwykłego pokoju w pensjonacie nie wynajmie się za taką kwotę;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s