Meczet Szejka Zayeda bin Sultana Al Nahyana w Abu Dhabi

W Dubaju widziałam wiele zachwycających, będących naj, rekordowych rzeczy. Jednak żadna z nich nie wywarła na mnie tak głębokiego wrażenia jak meczet Szejka Zayeda.

Abu Dhabi

Stolica Emiratów Arabskich. Z dubajskiej stacji autobusowej co rusz kursują autokary. 15 dirhamów i po dwóch godzinach wysiadamy w Abu Dhabi. Rezygnujemy ze zwiedzania. Nieznośny upał i jakoś tak okoliczne ulica nie dopingują nas do przechadzki. Po prostu wielkie miasto.

Biała magia

Autobusem miejskim dojeżdżamy pod meczet. Od tyłu. Wraz z każdym krokiem staje się większy i piękniejszy. Obfotografowuję go w każdy możliwy sposób. Żeby poruszać się swobodnie po dziedzińcu i wnętrzu musimy się przebrać w szatni. Wdziewam na siebie czarną, pożyczoną sułtannę. Na głowie oplątuję czarną chustę. Sandały lądują w plecaku. O godzinie 17.00 rusza zwiedzanie z przewodnikiem. Naszą grupę prowadzi całkiem, całkiem… sympatyczny Arab. Oprowadza po pomieszczeniach, opowiada o wszystkim związanych z meczetem i islamem, odpowiada na pytania. Po zakończeniu jeszcze raz wracamy do głównej sali, aby napawać się atmosferą miejsca i chwili. Wnętrze jest bogato wystrojone. Nasuwa mi się na myśl słowo przepych. Ściany z białego marmuru z witrażami. Na podłodze mięciutkie, wzorzyste dywany. Na suficie wiszą gigantyczne żyrandole, wykonane na zamówienie u Swarovskiego. Zresztą cały meczet usiany jest produktami z różnych krajów. Zamysłem fundatora, Szejka Zayeda było, alby meczet stanowił wielokulturową mieszankę. Ponad godzinę przesiadujemy w środku i wcale nie chce nam się stąd iść.

O ile w świątyni było bosko, o tyle na dziedzińcu jest… hm… Słowo bardziej niż bosko? Pod stopami czuję przyjemnie ciepły biały marmur, nad kopułami i minaretami widzę łunę kolorowego nieba przy zachodzącym słońcu. Turyści się wykruszyli i zrobiło się ciszej. Przechadzam się powoli łykając wielkimi haustami te szczególne chwile i obrazy. Mogłabym spędzić tutaj cały dzień. Niestety trzeba wrócić do Dubaju. Ociągając się jak tylko się da rozpoczynamy wędrówkę powrotną. Jeszcze przy nieskazitelnie białym grobowcu Szejka Zayeda machamy do recytującego przez mikrofon modlitwy imama. Uśmiecha się do nas, a za chwilę pracownik ochrony przepędza intruzów. Nie przeszkadzać.

Jakimś autobusem miejskim za jednego dirhama wracamy na dworzec. O zgrozo zatrzymujemy się na każdym przystanku, co jakieś 500 metrów. W pewnym momencie kierowca wskakuje i pędzi do małej salki modlitewnej. Nastała godzina, w której muzułmanie zwracają się w stronę Mekki i odmawiają modlitwę. My zdziwione. Współpasażerowie kompletnie nie. Gość wraca po 10 minutach i kontynuuje jazdę. Prawie przegapiając swój przystanek, przy pomocy wesołego towarzystwa pań – mieszkanek Abu Dhabi, przeciskamy się do drzwi wyjściowych. Wow, udało się. Wsiadamy do ekspresowej bryki do Dubaju i późnym wieczorem meldujemy się w mieszkaniu. Do Abu Dhabi wrócimy pojutrze, na samolot do Nepalu.

To był niezwykle ciekawy, intensywny i interesujący tydzień. Chciałabym w imieniu swoim i Wiol szczególnie podziękować Łukaszowi za gościnę. Bez jego pomocy pewnie nie zdecydowałybyśmy się na taki fajny wypad. Pozdrawiamy.

Więcej zdjęć w galerii https://myfeelingoftheworld.wordpress.com/galeria/dubaj-2011/

2 responses to “Meczet Szejka Zayeda bin Sultana Al Nahyana w Abu Dhabi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s