Dubajskie centra handlowe i zimowe atrakcje

Ponownie w podróży

No i się zaczęło. W atmosferę podróży wsiąknęłam rzucając plecak w poczekalni wrocławskiego lotniska i witając się z Wiol, moją wieloletnią kompanką. Nareszcie wakacje. Przez Frankfurt lecimy do Abu Dhabi. Punkt pierwszy w tegorocznych planach. Samolot arabskich linii Etihad w komfortowych warunkach przetransportował nas do stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Stamtąd etihadzki autokar zabrał nas do Dubaju. Przez okna mogłam podziwiać pierwsze, nocne widoki. Na stacji autobusowej czekał na nas Łukasz, kolega który zgodził się nas gościć przez sześć dni. Przywitanie to co najwyżej uścisk ręki. Spontaniczne cześć i „misiek” od razu zostałyby skarcone. Witamy w muzułmańskim kraju.

Przy okazji odbyłyśmy pierwszą wycieczkę po Dubaju. Samochodową. Poczułyśmy na własnym ciele wilgotność i ciepło tutejszego powietrza na chwilę wyskakując na plażę Jumeirah. Prawdziwa, upalna ściana. Aparat doznał szoku. Obiektyw całkowicie zaparował i odmówił współpracy. Po fotografię znanego na całym świecie, siedmiogwiazdkowego hotelu w kształcie żagla wrócimy później. Potem jeszcze szybki skok na sztuczną wyspę w kształcie palmy. Chwila przy wypasionym hotelu Atlantis i na jeden dzień wystarczy. Dzięki uprzejmości Łukasza mamy do dyspozycji jego mieszkanie i zapewnione świetne warunki.

Dubai Mall

Po niespiesznej pobudce zastanawiamy się nad planem dnia. Jesteśmy zbyt krótko w Dubaju żeby pozwolić sobie na wolne. Ponieważ tradycyjnie postawiłyśmy na spontan bez wcześniejszego przygotowania, idziemy po najmniejszej linii oporu. Cel na dzisiaj to Dubai Mall, jedno z największych na świecie centrów handlowych. Tylko jakieś 1200 sklepów. Bagatelka. Mamy nadzieję, że taka łatwiejsza wycieczka pozwoli nam na szybkie zapoznanie się z dubajskimi realiami.

Nauka poruszania się

Stawiamy na komunikację miejską. Będzie taniej. Dojście do najbliższej stacji metra przy czterdziestostopniowym upale to nie lada wysiłek. 10 minut i człowiek ma dosyć. Nie dziwię się dlaczego nikt tutaj nie porusza się piechotą. Nawet najkrótsze odcinki pokonuje się taksówkami, które są na każde skinienie ręki. Dubajskie metro, wzniesione w cztery lata przez 30 tys. robotników jest najwyższej klasy. Sterylnie czyste (nie wolno jeść w środku, o czym przekonałyśmy się na własnej skórze), nowoczesne, łatwe w obsłudze. Podobne widziałam w Pekinie. Każdy skład metra posiada specjalny przedział, w którym mogą przebywać jedynie kobiety i dzieci (w autobusach przód przeznaczony jest dla kobiet) oraz golden class dla chcących podróżować bardziej komfortowo. Metro sterowane jest automatycznie, więc zajmując miejsce na samym przedzie można się poczuć jak w wagoniku kolejki górskiej. Zaopatrzone w srebrne karty miejskie, ruszyłyśmy do Dubai Mall.

Lodowisko, czemu nie!

Wysiadka przy Burj Khalifa. W ciągu dnia słabo widoczny, gdyż zasnuty mgłą wilgotnego powietrza. W związku z tym zostawiamy go sobie na później. Podjeżdżamy, totalnie naiwnie, autobusem do Dubai Mall spod stacji metra (spacerem max 10 minut, autobusem tyle samo). Dwa dirhamy w plecy. Patrzymy na plan tego kapitalistycznego molocha i nie mamy pojęcia od czego zacząć. Obchodzimy więc każde z czterech pięter po kolei. Masa różnych sklepów, od ekskluzywnych po bardziej przystępne, znane marki. Towary z całego świata. Wchodzimy jedynie do nielicznych. Bardziej pociąga nas lodowisko. Po południu pełne łyżwiarzy. Niektórzy poczynają sobie całkiem nieźle, mknąc po lodzie, wywijając piruety i ostro hamując. Inni próbują ustać na łyżwach przy pomocy pracowników lodowiska. Widać ogromną radość na wszystkich twarzach. Ciekawe jakim kosztem Dubajczycy utrzymują ten lód w stanie stałym, kiedy na zewnątrz panuje tak wysoka temperatura.

Inną atrakcją Dubai Mall jest gigantyczne, rekordowe akwarium, pełne różnorodnych gatunków ryb. Rekiny, płaszczki i inne pływają na wyciągnięcie ręki. Za opłatą można przejść przez tunel i oglądać ten morski świat ponad swoimi głowami. Odważniejsi mogą ponurkować.

Miasto imigrantów

Podczas zwiedzania w oczy rzuca się ogromna ilość imigrantów, którzy wykonują wszelkie prace. Właściwie ciężko dostrzec rodowitych miejscowych, o ile nie są to osoby przechadzające się po sklepach. Dzięki zyskom z ropy naftowej Dubajczycy mogą sobie pozwolić na komfortowe życie. Stanowią 10% ludności emiratu. Dostają duże wsparcie od władz (mieszkania, samochody itd.). Pozostałe 90% to przyjezdni, którzy nigdy nie dostaną szansy na obywatelstwo. Nawet nasz kolega mówi, że czasami czuje się jak „brytyjski kolonialista”, obsługiwany przez biedne narody z Azji i Afryki. W pracy ma do dyspozycji człowieka, który przynosi mu kawę, jedzenie itp. Zapytani o drogę przechodnie zwracają się do Ciebie: „Yes, Mad’am”. Dla mnie trudne do przyjęcia.

Burj Khalifa nocą

Zejście całego Dubai Mall zajęło nam cały dzień. Dopiero po zmierzchu wyszłyśmy na oświtlony deptak. Ludzie rozsiadli się na ławkach i murkach. Podziwiają Burj Khalifa. 828 metrów wysokości. Najwyższy budynek na świecie. Otwarty w styczniu 2010 roku. Turyści mogą wjechać na 124 piętro (442 m). Niestety nie znalazłyśmy na to czasu. Rekordowe cudo budowlane prezentowało się fantastycznie. Inne wieżowce przy nim to kurduple. Tak sobie stojąc, patrząc się i robiąc zdjęcia zostałam zaskoczona przez wieczorny „fontanna show”. Przez 10-15 minut woda tryskała w rytm muzyki, wzbudzając zachwyt wśród zgromadzonych gapiów. Przyjemne widowisko, aczkolwiek bez specjalnych fajerwerków. Jego rangę podnosi jedynie to, że odbywa się u „stóp” Burj Khalifa.

Strudzone całym dniem, całując klamkę nieczynnego już metra, złapałyśmy taksówkę i wróciłyśmy na swój kwadrat. Pierwsza doba w Dubaju za nami.

Mall of the Emirates

Piątek, dzień wolny

Drugi dzień naszego pobytu w Dubaju również pod znakiem shoppingu bez zakupów. Na tapetę idzie następny moloch handlowy, najpopularniejszy w mieście Mall of the Emirates. Kolejny największy po Dubai Mall, ale za to jeszcze bardziej „wystrojony”. Tym razem darujemy sobie zwiedzanie sklepów, zaglądając jedynie do konkretnych miejsc. Ponieważ jest piątek, dla muzułmanów wolny dzień (nasza niedziela), przez centrum handlowe przetaczają się tłumy. Zupełnie jak w Polsce. Imigranci i całe arabskie rodziny. Mężczyźni w białych szatach przypominający szejków. Ubrane na czarno, prawie całe zakryte kobiety, buszujące po sklepach z ciuchami i kosmetykami. Zmęczone całym zamieszaniem postanawiamy pójść do kina. W repertuarze same hollywódzkie produkcje. Nic ciekawego. Wybieramy „Green Lanterna” w 3D. Dla mnie totalnie inna bajka, na którą szkoda by mi było czasu we Wrocławiu. Tym samym wydałam 40 zł na film o zielonym supermanie, ratującym ziemię przed zagładą… Bez komentarza, haha.

Narty na pustyni

O tym chyba słyszał cały świat. Białe szaleństwo w środku pustyni, kiedy temperatura powietrza przewyższa nawet 40 stopni. Niesamowity jest widok zjeżdżających na nartach, kiedy się stoi za szybą w krótkim rękawku. Wszyscy w takich samych, wypożyczonych strojach. Wyciągi, orczyki, stoki. Dzieci zafascynowane sankami. Kobiety w specjalnych, czarnych, długich płaszczach zimowych. Muzułmanki w pełnym rynsztunku narciarskim, zasłonięte chustami. Arabowie w gutrach i agalach rzucający się śnieżkami. Atrakcji co niemiara. Fajnie zajrzeć do wypożyczalni sprzętu, gdzie panuje atmosfera przygotowań do jazdy. Śmiesznie. Jedyny minus to problem z dobrym miejscem widokowym, z którego można obserwować szusujących po stoku.

Tym samym zimowe atrakcje Dubaju mamy zaliczone.

Więcej zdjęć w galerii https://myfeelingoftheworld.wordpress.com/galeria/dubaj-2011/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s