X’ian

Cyrk pociagowy

O maly wlos, a bysmy sie spoznily na pierwsza podroz chinskim pociagiem. Krajowym. Wparowalysmy kilka minut przed odjazdem. Haha. Smiech, bo wyszlysmy poltorej godziny wczesniej z hostelu, w pelni wyluzowane. Spacerek, przejazdzka metrem, dojscie do dworca. Olbrzymiego. I w tym momencie orientujemy sie, ze jest pozno. Puszczamy sie biegiem na nasz peron. Uff. Zdazylysmy. Zostalo 6 minut. Jednak niespodzianki sie nie skonczyly. Awaria klimatyzacji. Okien nie da sie otworzyc. Na dworze upal i duchota. W wagonie klasy „hard seats” autentyczna sauna. W piec minut jestem cala mokra. Jak po naglym oberwaniu chmury. Nawet obiektyw aparatu zaparowal. Sytuacja sie poprawia kiedy pociag rusza. Powoli klima zaczyna dzialac.

Podejmuje probe przedostania sie do toalety w celu zmiany odziezy z mokrej na sucha. Jest kibelek. Nie ma chyba nawet metra kwadratowego. Dziura w podlodze. Czlowiek kiedy ukucnie nie ma szans sie przewrocic, bo odbija sie od scian. Na szczescie nie musialam z niego korzystac. Do tej pory mialam do czynienia z dwoma rodzajami toalet w Panstwie Srodka: w stylu zachodnim (nasze) oraz w stylu chinskim (otwor w podlodze i kucki). Ku wlasnemu zdziwieniu uwazam, ze tutejsza wersja jest praktyczniejsza, wygodniejsza i bardziej higieniczna. Wracajac do pociagu…

„Hard seats” naprawde twarde. Hard core. Cala noc na siedzeniu pod katem prostym bez wiekszych mozliwosci ruchu, oparcia sie, czy wyciagniecia przydlugich jak na ten kraj nog. Podejmuje proby snu w zgieciu, glowe opieram o poduszke na kolanach. Gorzej maja Ci, ktorzy kupili bilety stojace i kwitna w przejsciu. Za 5 yuanow moga wypozyczyc krzeselko dzieciece i sobie przyklapnac. Teraz juz wiem dlaczego wsiadajacy napieraja z taka moca. Dzialaja dwie zasady: kto pierwszy ten lepszy oraz prawo silniejszego. Zapomnijmy o uprzejmosciach. Zreszta czy w Polsce sprawa wyglada inaczej w okresach wzmozonych podrozy? Tym sposobem dojechalam do nastepnego przystanku mojej wyprawy – X’ian.

Chiny. Pekin. W pociągu do X'ian.

Cyrk z biletami

Dziki tłum. Stacja kolejowa w X’ian. Odnajdujemy osobe, ktora zawozi nas do hostelu „7 Sages”. Bardzo fajne miejsce. Z klimatem i urocza kawiarenka. Rzucamy bagaze i wracamy na dworzec kupic bilety na dalsza droge. W wielkim holu ze 30 kas. Do kazdej kilkadziesiat osob oczekujacych. Na tablicy chinskie krzaczki i przewijajacy sie po angielsku napis, ze wszystkie bilety na najblizsze trzy dni sa wyprzedane. Stoimy w kolejce. Ciagle stoimy. Daleko jeszcze?

Przy kasie zostajemy przekierowane do anglojezycnego okienka. Super. Inaczej w zyciu bysmy sie nie dogadaly. Pani informuje nas, ze na pociag do Shanghaju nie ma szans. Dopiero na 16 lipca. Ups. Nasze plany legly w gruzach. Urok spontanicznych wyjazdow. Na drugi dzien udaje nam sie kupic bilety do Guilin. Szczesciary jestemy. Nasi wspolmieszkancy w hostelowym pokoju utkneli, bo nie moga dojechac do domu. Musza pojechac do innego miasta. Moze stamtad znajda polaczenie. Chinscy studenci rozpoczeli wakacje. I zrobilo sie jeszcze gesciej i ciasniej.

Gdzie ta Armia?

Do X’ian przyjezdza sie zobaczyc jedno z najspektakularniejszych znalezisk archeologicznych – Terakotowa Armie. Kilka tysiecy zolnierzy przez wieki pilnowalo pod ziemia pierwszego chinskiego cesarza Qin Shi. Odnalezieni w 1974 roku, sa obecnie turystyczna wizytowka Chin. W zwiazku z tym moje oczekiwania rowniez byly duze. Duze jak armia cesarza. Szczerze mowiac lekko sie zawiodlam. Zamiast licznych szeregow terakotowych wojownikow, ujrzalam mala grupe i duza polac ziemi – miejsca, w ktorym zostali odkopani. A reszta gdzie? Na urlopie? Tym razem telewizja klamie. Wiem, ze czesc Armii znalazla sie na wystawie Expo w Shanghaju. No, ale przeciez sa ich tysiace. Jakies osiem. Rozczarowalam sie.

Chiny. X'ian. Terakotowa Armia.

Muzulmanski kwadrat

Leniwy dzien. Chyba sobota. Nie bardzo mam ochote na zwiedzanie. Wybieramy sie na przechadzke po miescie. Po drodze probuje roznych specjalow. Ciasteczek z fasoli, ciasteczek slono-slodkich (wyjatkowo niedobre), czy tez ryzu z warzywami przygotowywanego na moich oczach. Tylko 5 yuanow, czyli niecale 3zl. Wypas. Obok zabytkowej Wiezy Bebnow zaglebiamy sie w bazarowe uliczki. Spedzamy tam reszte dnia. Ogladamy, kupujemy pamiatkowe drobiazgi, targujemy sie. Obowiazkowo. Sprzedawcy celowo zawyzaja ceny. Szczegolnie dla zachodnich turystow. Cene mozna zbic od 10 do 40 procent poczatkowej propozycji.

Straganowa dzielnica ozywa wieczorem. Rozjasniona kolorowymi swiatlami zacheca przybylych do zostawiania swoich pieniedzy. Chinczycy chyba lubia iluminacje. Centrum X’ian rowniez topi sie w podswietleniach. Na bazarze uwage przyciagaja kramy z przeroznym jedzeniem. Ciekawe i proste potrawy. Wiekszosc niestety miesna lub rybna. Obserwowanie poczynan kucharzy przygotowujacych posilki stanowi fascynujacy teatr uliczny. Dziesiatki scen i kazda chce sie zobaczyc. Slodkosci, chlebki i placki, napoje, szaszlyki, warzywa, mieszanki ryzu z wieloma skladnikami. Masa suszonych owocow, prazonych w specjalnej maszynie orzechow wloskich, bakalie i wszelakie wyroby z nich. Nawet deser z jedwabiu. Nie probowalam. Wygladalo niezle. Po dziewiatej wymykamy sie z muzulmanskiej enklawy, ktora jeszcze do poznych godzin nocnych tetni zyciem.

Chiny. X'ian. Dzielnica muzułmańska.

Mury Miejskie

Pozycją wartą odwiedzin sa olbrzymie umocnienia otaczajace stara czesc X’ian. Jedne z najlepiej zachowanych w Panstwie Srodka. Powstaly w XIV wieku, maja okolo 14 kilometrow dlugosci. Rewelacyjna miejscowka na spacer w wolny dzien. Jeszcze fajniej jest wynajac rower i objechac calosc dookola. Tak tez uczynilysmy. Zeby bylo zabawniej, wypozyczylysmy tandem. Ubaw po pachy. Zabawy co niemiara. Pierwszy raz pedalowalam na takim wehikule. Jazda jak na malym rollercoasterze. Trzesaca sie konstrukcja dzielnie znosila wszelkie dziury oraz szalone podjazdy i zjazdy. Bombowa forma wypoczynku. Do czasu, az siodelko nie zacznie uwierac w tylek. Poltorej godziny wystarczylo na wykonanie kolka. Jednym slowem polecam.

Chiny. X'ian. Zabytkowe mury miejskie. W tandemie.

Pobyt w X’ian szybko dobiegl konca. Trzy dni minely. Nadeszla pora na nastepny etap podrozy. Stolica prowincji Shaanxi to typowe chinskie miasto. Troche szpetne, troche ladne. Ze smogiem, tlokiem i nowa, brzydka zabudowa. Pobyt bede milo wspominac. Jednak sklaniam sie ku stwierdzeniu, ze juz tutaj nie wroce. Widzialam Terakotowa Armie. Przejechalam sie po Murach Miejskich. Powloczylam po centrum. Wystarczy.

Jade dalej. Do Louyang i stamtad na wycieczke do klasztoru Shaolin.

Chiny. X'ian. Wieża Dzwonu.

Wiecej zdjec w galerii https://myfeelingoftheworld.wordpress.com/galeria/chiny-2010/chiny-2010-xian/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s