Opuszczam Pekin

Chinski Srodek Swiata
Jest sobota. Weekend. Dzieki szczesliwemu zbiegowi okolicznosci udaje nam sie kupic bilety do X’ian. Wlasnie meczylysmy sie z napisem na karteczke, z ktora chcialysmy pojsc do kasy na dworcu kolejowym. Zauwazyla to para chinsko-holenderska i zaoferowala pomoc. Tym sposobem zyskalysmy jedne z ostatnich biletow oraz towarzystwo w dlugiej podrozy. Zapomnialam, ze jestem w najludniejszym panstwie swiata. Zeby dostac sie gdziekolwiek trzeba dlugo wczesniej o to zadbac. Piec dni to za malo. Nawet jesli pociag odjezdza kilkanascie razy na dobe.

Podbudowane transportowym sukcesem jedziemy do Swiatyni Nieba. Jednak w otaczajacym Tiantan parku nie zaznam spokoju. Tysiace Chinczykow rowniez przybyly zobaczyc miejsce, w ktorym cesarz jako Syn Niebios stawal sie lacznikiem miedzy ludzmi a silami wyzszymi. Kompleks jest piekny i zatloczony. Najwazniejszą czesc wybudowanej w 1420 roku swiatyni stanowi Pawilon Modlow o Pomyslne Zbiory. Monumentalna, niebieska budowla swietnie sie prezentuje. Niestety brak blekitnego nieba powoduje, ze nie widzialam jej w najlepszej formie. Eks most prowadzi do dwoch innych obiektow – Sciany Echa (zasada gluchego telefonu nie zadzialala) i Chinskiego Srodka Swiata. Dopiero przed samym zamknieciem udalo sie zrobic zdjecie punktu bez tla w postaci ludzkich glow. No i miec marmurowy krazek wielkosci duzej pizzy tylko dla siebie, a nie w asyscie pieciu osob.

Wieczorny spacer parkowymi alejkami przynosi ukojenie zmeczonemu cialu. Cisza tlumi calodniowy gwar w glowie. Pekinczycy graja w zoske, badmintona, karty itd. Pod koniec dnia okolice Swiatyni Nieba naleza do mieszkancow.

Chiny. Pekin.

Wracajac zajrzalysmy do ksiegarni. Przewodnik Lonely Planet „China” jest niedostepny za wzgledu na Tybet. Mila ekspedientka bez skrepowania odpowiedziala na moje zapytanie. Natknelysmy sie rowniez na polska rodzine z Gdanska. Pierwsi Polacy spotkani w Chinach.

Beijing 2008 – afterparty
Niedziela. Ostatni dzien weekendu. Nie poddaje sie. Masa ludzka mnie nie zlamie. Na tapete bierzemy obiekty olimpijskie. Ulica otoczona wysokosciowcami. Dzielnica pewnie specjalnie przygotowana na Igrzyska Olimpijskie w 2008 roku. Tak, zeby stanowila wysmienite tlo i swiadectwo nowoczesnej metropolii. Wkrotce wylaniaja sie Ptasie Gniazdo i wysoka wieza z kolkami olimpijskimi. Gdzies za nimi Wodna Kostka, w ktorej fenomenalnie plywal Michael Phelps. Gdzies za smogiem i za chmurami burzowymi. Tuptamy od strony polnocnej. Ladny deptak nad woda, z pomostami i kwiatami. Na brzegu licznie zgromadzili sie fani fotografii z wypasionymi aparatami. Lapia w kadrze czaple polujace na ryby. Po drugiej stronie nieczynna stacja merta Olympic Games Green. Dzisiaj mozna tam napic sie kawy i polazic.

Wkrotce wchodzimy do najwazniejszej czesci. Na ogromnej przestrzeni setki spacerujacych. Rodziny z dziecmi, mlodziez, pary zakochanych. Miedzy nimi kraza sprzedawcy latawcow, wody mineralnej, lodow i pamiatek. Podziwiam olimpijskie osiagniecia architektoniczne. Ptasie Gniazdo z racji swego polozenia swietnie nadaje sie do albumowych fotek. Czekamy, az zapadnie zmierzch i zobaczymy kolorowa iluminacje. Efekciarska, ale robi wrazenie. Po chwili ponownie znajdujemy sie na deptaku. Tym razem od poludnia. Niesamowite. Tance towarzyskie i nowoczesne, zajecia z aerobiku (albo podobne), karaoke, rolki, wrotki. Czasami dobrze odpuscic jeden przystanek jazdy metrem i zetknac sie z chinska codziennoscia.

Chiny. Pekin. Ptasie Gniazdo wieczorem.

Zakazane Miasto
Poniedzialek. Po weekendzie i z nadzieja na troche luzu. Pomylka. Gigantyczna pomylka. Zamknieta przez wieki siedziba cesarzy zamienila sie w mrowisko zwiedzajacych. Przez Brame Niebianskiego Spokoju przeplywa rzeka ludzi. Troche mam dosyc. Po „gestym weekendzie” oczekiwalam „rzadkiego” tygodnia. Podlamana siadam na krawezniku i chce zrezygnowac. Resztkami silnej woli staje w kilkunastoosobowej kolejce. Place 60 yuanow za bilet i wchodze. Zakazane Miasto jest wielkie. Architektonicznie wszystkie budynki sa do siebie podobne. Przechodzi sie z jednego pawilonu, przez plac, do nastepnego. W tym cesarz robil to, a w tym tamto… Przebiegam przez kolejne „atrakcyjne” miejsca. Na koniec znajduje sie w przyjemnym ogrodzie. Wiele drozek, altany, pokrecone drzewa podtrzymywane metalowymi slupami. Robimy nawrot i wracamy boczna strona siedziby cesarzy. Duzo ciekawsza. Waskie przejscia, korytarze, lekko ukryte pawilony. Zaplecze Zakazanego Miasta. Migiem ogladam mini muzeum i czym predzej wychodze za mury. Uff.

Przebrnelam. Dzisiaj zdecydowanie nie mialam dnia na turystyczne eskapady. Nagrode za wlozony wysilek stanowia wysmienite noodle z warzywami i jajkiem, czarno-niebieskie kacze jajo i tofu. Swietna kuchnia w dobrej cenie (niecale 10zl).

Chiny. Pekin. Zakazane Miasto.

Yiheyuan, czyli Ogrod Pielegnowania Harmonii
Po wizycie w Zakazanym Miescie entuzjazm chetnego poznawania swiata travelersa znacznie opadl. Jeden powod wypchnal mnie z hostelu – przedostatni dzien pobytu w Pekinie. Jesli nie dzisiaj, to juz nie zobacze letniej siedziby chinskich cesarzy. Po dluzszej wyprawie metrem docieramy do pieknej, rozleglej przestrzeni, pelnej starych drzew i ogrodow. Oczywiscie musimy uiscic oplate za wstep. Kolejne yuany wpadaja do kasy Chinczykom. Nasz wyprawowy budzet podupada. Jest rownie zle skonstruowany jak rzadowy, haha. Oplaca sie byc studentem i korzystac ze znizek. Ewentualnie posiadac imitujacy legitke dokument. Kolezanka dostala upust na szwajcarskie prawo jazdy. Niezly ubaw.

Wloczac sie po zawilych sciezkach parkowych, wsrod zieleni i spiewu ptakow, w koncu czuje, ze odpoczywam. Bez mapy, po prostu przed siebie. Przyjemnie. Wspinamy sie na Wzgorze Dlugowiecznosci, gdzie ulokowane zostaly zabudowania palacowe i swiatynie. Oryginalny, wiekowy malpi gaj. W gore, w dol, pomiedzy skalami i waskimi przejsciami, przez kolejne pomieszczenia i budynki. Raj dla dzieci. Miejscami rozposciera sie widok (niestety ograniczony znacznie przez smog) na Kunming Lake. Na sztucznym jeziorze uwage przykuwa niewielka wyspa polaczona z ladem bialym, marmutowym Mostem O Siedemnastu Przeslach. Doplywamy do wysepki stateczkiem. Taki typowo turystyczny wybryk. Jest juz pozne popoludnie i nie zdazymy obejsc jeziora dookola, kluczac ladowymi przejsciami i mostami.Wychodze strudzona, ale zadowolona z wycieczki do Palacu Letniego. Zostawia w mojej pamieci pozytywne wrazenia.

Chiny. Pekin. Pałac Letni. The Marble Boat.

Zakonserwowany
Kolo osmej rano na Placu Tiananmen brakuje wolnej przestrzeni. Chinska flaga, wciagnieta o wschodzie slonca, powiewa na tle slynnego portetu. Wycieczki ciagna do kolejki jaka ustawia sie do Mauzoleum Mao Zedonga. Dolaczamy do niej. Ogon wije sie i kilkakrotnie zakreca. Na szczescie posuwamy sie sprawnie do przodu. Prawie bez przestojow. Dla znudzonych oczekiwaniem Chinczykow stanowimy rozrywke. Przygladaja sie nam z zaciekawieniem. Zreszta przez caly pobyt w Panstwie Srodka wzbudzamy zainteresowanie. Bo wysokie, bo dlugie nosy, bo mamy smieszne spodnie alladyny z Indii, bo dredy. Momentami moglybysmy pobierac drobna oplate za pozowanie do zdjec.

Kolejka, kontola dokumentow, kontrola osobista i bieg. To znaczy tubylcy biegna. My nie. Po odstanej godzinie (w uformowanej w pary kompanii), tip topami przechodze obok trumny z cialem Mao Zedonga. Za chroniona, jasno oswietlona, szyba z barierkami lezy ON. Mao Zedong. Osoba, ktora zabrala Tybetowi wolnosc. Moje odczucia? Ciezko stwierdzic. Raczej na nie. Chinczycy kupowali zolte kwiaty, ktore skladali przed pomnikiem Przewodniczacego. Ja zastanawialam sie ile z tych starszych osob bralo udzial w Rewolucji Kulturalnej. Zobaczylam Mao, widzialam Lenina. Kto jeszcze mi pozostal?

Chiny. Pekin. Brama Niebiańskiego Spokoju.

10 dni w stolicy Chin

Pekin zegnam bez sentymentu i zalu. Wielka metropolia. Halasliwa, tloczna i z wiecznym smogiem. Droga. Najwazniejsze atrakcje turystyczne zaliczylam i nie odczuwam potrzeby powrotu do nich. Swiatowej klasy zabytki owszem super, ale jeden raz moim zdaniem wystarczy. No i Tiananmen… Miasto takie jak Warszawa, Moskwa czy kazda inna potezna stolica. Oczywiscie roznice kulturowe sa fascynujace. Zwlaszcza w pierwszych dniach po przyjezdzie. Te sa zawsze najbardziej niesamowite. Jednak globalizacja uczynila swoje, a ja chcialabym od tego zjawiska chociaz na chwile uciec. W ciagu tej podrozy sie nie da. Mam za malo czasu zeby pojechac do zachodnich Chin – Sichuanu, Yunnanu czy wymarzonego Tybetu. Cele na nastepne eskapady. Tymczasem opuszczam Pekin, a to zawsze wiaze sie z nowymi przygodami. Jade do X’ian.

Chiny. Pekin.

Wiecej zdjec w galerii https://myfeelingoftheworld.wordpress.com/galeria/chiny-2010/chiny-2010-pekin/

One response to “Opuszczam Pekin

  1. Niom Cioteczka jesteśmy pod wrażeniem 😉 Codziennie sprawdzamy czy nie ma jakieś nowej relacji z podróży… Pozdrawiamy gorąco z upalnej Polski…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s