Pekińskie początki

Znalezc nocleg w 15 milionowym miescie
Pociag dotarl do celu. Wysiadlysmy na nowoczesnym, wrecz blyszczacym dworcu kolejowym. Wow. Jeszcze na takim nie bylam. Idziemy za tlumem do wyjscia. Na zewnatrz budynku pojawia sie ogromny plac nabity ludzmi. Tlok niesamowity. Mimo tego czujemy sie bezpiecznie. Nikt nie jest natarczywy. Lekko zdezorientowane w ogolnym polozeniu, robimy fotki. Krecimy sie w kolko z mysla w glowie: „Ok, co tu dalej robic?”. W gaszczu chinskich krzaczkow staramy sie odnalezc informacje turystyczna. Porazka. Ale i smiech kiedy widze „bialych” turystow kierujacych swoje pierwsze kroki do KFC. Haha. Chlopaki nie wiedza od czego zaczac. Nam idzie coraz lepiej. W banku dostajemy yuany z wizerunkiem Mao na kazdym. Banknot o wartosci 50 ma na odwrocie Palac w Lhasie… Przy pomocy przewodnika LP obieramy kurs na hostel o dobrze brzmiacej nazwie „Lama Temple”. Lsniace metro nie stwarza zadnych problemow. Automaty na bilety w jezyku angielskim, przejrzyste mapy, zadnego menelstwa. Hostel okazuje sie strzalem w dziesiatke. Lokujemy sie w czteroosobowym, malutkim pokoju. Jest czysto i co najwazniejsze, niedrogo.

Hutongi i mahjong
Pierwsze dni przynosza wiele wrazen. Wszystko wydaje sie nowe, inne, nieznane. Mieszkamy w poblizu buddyjskiej swiatyni i w okolicy hutongow. Pobliskosc „Lama Temple” powoduje duzy przemial turystyczny, ale zapach kadzidel wynagradza ten dyskomfort. Wystarczy odbic w boczna uliczke a znajdujemy sie w odmiennych swiecie. Tradycyjna zabudowa, ktora znika z powodu modernizacyjnych zmian, uwodzi swoja niezwykla atmosfera. Niskie domki, restauracyjki, male warsztaty, stoliki z grajacymi w mahjonga. Ci, ktorzy mieszkaja w nowym budownictwie zasiadaja po prostu na chodnikach badz sklepowych schodach. Glownie starsi ludzie i matki z dziecmi. Szybkie przeksztalcenia zapomnialy o wielowiekowych zwyczajach i nie daly mieszkancom publicznej przestrzeni w zamian. Wieczorem ulica czerwieni sie setkami lampionow. Nawet ruch uliczny lekko zwalnia.

Chiny. Pekin. Partyjka na ulicy.

Lekcje survivalu
Zaliczamy pierwsze lekcje z radzenia sobie w Chinach. Napisy w literach lacinskich sa rzadkoscia, znajomosc jezyka angielskiego rowniez. Ratunkiem okazuja sie karteczki z napisanymi po chinsku wyrazeniami. Ich kolekcja codziennie sie powieksza. Dzieki karteczkom udalo sie zjesc obiad. Dla Chinczykow ryby sa wegetarianskie. W menu kroluja potrawy miesne i bardzo miesne. Los wegetarianina w Panstwie Srodka wystawiany jest na wiele prob. Los przewodu pokarmowego tez, bo polskie pikantnie to tutaj lagodnie. Musimy nawyknac do plucia, takiego glebokiego i z chrzaknieciem. Wystepuje wszedzie i bez oporow. Fuj. Kaskaderskie przejscia przez ulice zostaly juz opanowane. Wydaje sie, ze na skrzyzowaniach nie panuja zadne reguly. Swiatlo czerwone czasami nic nie oznacza. Kazdy dzien przynosi wiecej zdziwien i zaliczonych lekcji. Firewall nie pozwala na odwiedziny witryn Facebooka, Twittera czy blogow na Google. Moj blog na WordPressie otwiera sie w zolwim tempie. Do obejscia zakazow sluza specjalne wtyczki, do ktorych ma sie dostep juz po kilku dniach pobytu w Chinach. Wystarczy troszke cierpliwosci i dobry sprzet.

Chiny. Pekin. Kacze czarne jajo.

Szaszlyki z karaluchow
Pol tygodnia pozwolilo na zetkniecie sie z rzeczami dla mnie przerazajacymi i okrutnymi. Najpierw zupelnie przypadkiem trafilysmy na Wangfujing Dalje. Duzy, handlowy deptak ze straganami i „przysmakami” w bocznych alejkach. Jak wejscie do domu strachow w wesolym miasteczku. Sprzedawcy serwowali szaszlyki ze wszystkiego: jeszcze poruszjacych sie zyjatek podobnych do malych skorpionow, karaluchy, swierszcze, jakies larwy, pajaki, skorpiony, jaszczurki, ptaki wielkosci golebia, zawiniete kraby czy raki. Oprocz tego wszelkie owoce morza oraz pieczone lub podane w innej formie nie chce wiedziec co. Szok. Innym razem na lokalnym ryneczku napotkalam na stoisko rybne. Kobieta z nozem w reku raz po raz zdzierala luski z jeszcze zywych ryb. Jeszcze trzy machniecia ostrzem i towar gotowy do sprzedazy. Polskie Boze Narodzenie maja w Panstwie Srodka caly rok. Zreszta widok zywych homarow w styropianowych lodowkach, przed restauracyjnymi witrynami nie nalezy do rzadkosci. Straszne. Do pelnej gamy brakuje chyba tylko kota, psa i weza. Przyprawione slimaki, kaczki, osmiornice, krewetki, dziwne ryby juz byly. Hm, to nie jest to co tygrysy lubia najbardziej.

Chiny. Pekin. Ulica Wangfujing.

Ach, ta pilka
Wieczorami hostelowy salon zamienia sie w strefe kibica. Czesc mieszkancow z duzymi emocjami oglada Mistrzostwa Swiata w pilce noznej. Ciekawe zjawisko, bo towarzystwo miedzynarodowe. Na ulicach Chinczycy obstawiaja zaklady sportowe. Wyniki (lub cos tam – napisy w krzaczkach) wypisuja mazakiem i potrafia sie w nie gapic dobra godzine. Caly swiat lacza teraz spotkania pilkarskie. A ja zupelnie nie orientuje sie jakie padly wyniki, jakie niespodzianki i w ogole jaki to etap. Kto uchodzi za faworyta? Zreszta, czlowiek zupelnie izoluje sie od wiadomosci ze swiata. Wiem tylko, ze bedzie druga tura wyborow prezydenckich w Polsce. Ciekawa jestem 🙂

Chiny. Dworzec kolejowy w Pekinie.

Wiecej zdjec w galerii https://myfeelingoftheworld.wordpress.com/galeria/chiny-2010/chiny-2010-pekin/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s